strona_4

< poprzednia

Aluszta - na plazy

Rano, w niedzielę 22 czerwca, pierwsze kroki kierujemy oczywiście na plażę. Wstęp kosztuje 2,- UAH – osoba dorosła, 1,- UAH – dziecko. Plaża jest kamienista, pokryta niewielkimi otoczakami. Wielbiciele plaż piaszczystych złośliwie stwierdziliby, że pobyt tu, to opalanie się na nasypie kolejowym. Kamienie pokrywające plażę, faktycznie są tej wielkości jak te pod torowiskiem, są jednak bardzo gładkie. Nam taki rodzaj plaży w zasadzie przypadł do gustu. Na pewno znacznie bardziej jak plaże żwirowe, jakie widzieliśmy nad Adriatykiem, w Czarnogórze. Tego dnia postanowiliśmy opalać się na karimatach, nie korzystając z leżaków, które można wynająć na miejscu (2,- UAH/godz.). W kolejnych dniach wynajmowaliśmy sobie leżaki a dzieci odpoczywały, na karimatach. Leżaki są rozstawione w kilku rzędach wzdłuż brzegu. Wystarczy rozłożyć się na którymś a po chwili podejdzie do nas ktoś z obsługi i pobierze opłatę za zadeklarowany przez nas czas pobytu. Poza leżakami można też wypożyczyć różnego rodzaju przybory plażowe, w tym materace, parasole, dmuchane zabawki itp. Od chwili zagnieżdżenia się na leżaku stajemy się widzami i uczestnikami nieustającego gastronomiczno-marketingowo-rozrywkowego spektaklu. W chłodniejsze dni bywało, że “aktorów” było, co najmniej tylu ilu “widzów”. Po plaży krążą niezliczone ilości osób sprzedających prawie wszystko, co można skonsumować. Wypoczywający nie muszą przerywać opalania, aby iść np. na obiad. Obiad przyjdzie do nich. Asortyment jest ogromny: od takich przekąsek jak шаурма przez wszechobecne czeburieki (чебурек) - rodzaj naleśnika z ciasta nieco przypominającego francuskie z mielonym, specyficznie przyprawionym, mięsem lub serem, smażonego jak frytki na głębokim oleju, do zestawów dwudaniowych np. barszcz (борщ) ukraiński oczywiście plus pierogi. Wszystko świeże, gorące, bardzo smaczne, podane w jednorazówkach. Można napić się kawy, herbaty, piwa i oczywiście wina dowolnie wybranego gatunku. Piwo należy wg miejscowego zwyczaju zakąsić suszoną rybą, które ich sprzedawcy noszą nawleczone na druciane kółko, jak pęk kluczy. Kto ma ochotę może spróbować np. krewetek. Na deser orzeszki różnych gatunków, maliny, słodkie bułeczki z jagodami a może miejscowy przysmak медовая паклава coњ, co przypomina olbrzymie chruњciki, ale nie posypywane cukrem-pudrem, tylko maczane w miodzie. Inny przysmak to трубочки – rurki, nie ze śmietaną, ale nadziewane masą a w zasadzie kremem karmelowym z orzechami. Menu obnośnych sprzedawców było nieprzebrane. Początkowo nieco wahaliśmy się, pomni przestróg o braku higieny itd. Z czasem jednak kosztowaliśmy coraz więcej przysmaków, aby w końcu przyjąć za punkt honoru, by spróbować wszystkiego. Jak mówię, repertuar w obnośnej i straganiarskiej gastronomii jest tak wielki, że na prawdę nie wiem, czy się to nam udało. Prawie całą niedzielę spędziliśmy na plaży i spacerując po mieście.

Malgosia i Michal na plazy

Jedyny, aczkolwiek znaczący zgrzyt, jaki nastąpił to dość niska temperatura wody. Dzieciom jak zwykle to nie przeszkadza, ale my jak i inni plażowicze, nie bardzo mamy ochotę wchodzić do wody. Jeżeli ktoś się na to decyduje, to tylko na chwilę, aby się ochłodzić i momentalnie wychodzi na brzeg. Nie wiem, jaka była temperatura wody, ale nie sposób było w niej wytrzymać dłużej niż kilka minut. Temperatura powietrza była dość wysoka (prawie upał) tak, więc sytuacja poprawiała się z dnia na dzień. Ale, mówiąc krótko pod tym względem mieliśmy pecha. Przed naszym przyjazdem i po powrocie do domu woda była znacznie cieplejsza.

Aluszta - wystawa figur woskowych

Popołudniu zwiedzamy wystawę figur woskowych w siedzibie kinoteatru w Ałuszcie. Oglądając ekspozycję można dojść do przekonania, Ukraińcy wręcz lubują się w widokach mrożących krew w żyłach, odstępstwach od normy czy innych okropnościach. Na wystawie można było zobaczyć m. in. postaci: Adolfa Hitlera, Ławrientija Berii, dr Mengele wraz z ofiarą, którą uśmierca właśnie zastrzykiem trucizny, Rasputina, samuraja wykonującego sepuku (to podobno prawidłowa nazwa, harakiri ponoć jest nazwą tej samej czynności zastrzeżoną dla kobiet), wreszcie gościa z wytrzeszczem za przyczyną nadziania na pal i wiele innych równie “interesujących” widoków. Uciekaliśmy stamtąd jak najszybciej, aby tylko Michał nie zdążył wszystkiego zobaczyć i przyswoić. Kątem oka zauważyliśmy, że za zasłoną jest jeszcze jedna ekspozycja (za dodatkową opłatą) gdzie można obcować m. in. z różnego rodzaju “potwornościami” w słojach z formaliną, co jeszcze przyśpieszyło nasze wyjście z tego przybytku. Resztę dnia spędzamy w wesołym miasteczku oraz spacerując na promenadzie. Ten jeden dzień w Ałuszcie dał mi wydatnie odpocząć od samochodu.

Nikita - ogrod botaniczny

W poniedziałek można było rozpocząć zagłębianie się w dalsze zakątki południowego wybrzeża Krymu. Na pierwszy ogień poszedł Nikicki Ogród Botaniczny w oddalonej od Ałuszty o jakieś 30 km miejscowości o nazwie Никита. Jest to obiekt, który bezwzględnie trzeba zobaczyć będąc na Krymie. Szczególnie jako leśnik, nie mógłbym sobie darować jego przeoczenia. Okres, w którym zwiedzaliśmy ogród nie był do tego najlepszy. Dla największych wrażeń trzeba się tam wybrać na przełomie kwietnia i maja.

Nikita - ogrod botaniczny

Nas zachwyciło rosarium - eksplozja kwitnących róż we wszystkich kolorach. Duże wrażenie robi też samo płożenie ogrodu na zboczu wpadającym wprost do morza oraz różnorodne egzemplarze drzew. Swoistym dopełnieniem całości była wystawa kompozycji japońskiej sztuki hodowli miniaturowych drzewek - bonsai, ilustrowana klasyczną muzyką z kraju kwitnącej wiśni. Z Nikity pojechaliśmy dalej w kierunku Jałty, zatrzymując się w celach handlowych w znanej wytwórni win (Производственно-аграрное объединение “МАССАНДРА”) w miejscowości Massandra (Массандра) koło Jałty. Mając nadzieję, że zapłacimy nieco taniej jak w sklepie, (czego dzisiaj już nie jesteśmy pewni) zakupiliśmy kilka butelek miejscowych (bardzo zresztą niegdyś znanych) wyrobów.

Jalta - polana bajek

Jadąc dalej, minęliśmy Jałtę i boczną drogą dotarliśmy do Polany Bajek (Поляна сказок). Na przestrzeni kilku hektarów znajdują się tam rzeźby i posągi przedstawiające postaci z bajek głównie rosyjskich i ukraińskich, ale nie tylko. Najlepiej trafić ze zwiedzaniem na grupę zorganizowaną młodzieży.

 

 

Jalta - polana bajek

Wtedy jest szansa, że zobaczymy (a szczególnie nasze dzieci) występ czarownicy Baby Jagi z domku na kurzej stopce. Kto nie wie, ten może się zdrowo przestraszyć. Domek na kurzej stopce okręca się i wybiega z niego Baba Jaga, która zabawia dzieci zagadkami i konkursami. Wracając na parking można jeszcze zahaczyć o alejkę krzywych zwierciadeł. Przy parkingu jest wejście na teren drugiej miejscowej atrakcji - małego ZOO. Na niewielkiej powierzchni zgromadzono sporo zwierząt, które w większości trafiły tu jako chore lub kontuzjowane z innych ogrodów zoologicznych lub cyrków. Po podreperowaniu stanu zdrowia pozostają one tu na stałe bawiąc dzieci odwiedzające Polanę Bajek.

 

 

Jalta - plac Lenina

W drodze powrotnej do Ałuszty zatrzymujemy się w Jałcie na krótki spacer po mieście. W centrum jest oczywiście plac Lenina z pomnikiem Wodza Rewolucji, który patrzy w kierunku... restauracji McDonald’s. Tak oto znowu teraźniejszość zakpiła sobie z historii. W McDonaldzie jest jedna z niewielu pod tą szerokością geograficzną ubikacji o ogólnoświatowym standardzie. Daje się to odczuć obserwując kolejki, ta do WC jest chwilami nawet dłuższa od tych do kas. Nadmorska promenada w Jałcie różni się znacznie od takiego miejsca w Ałuszcie. W Jałcie jest nieco inna bardziej poważna atmosfera, niewiele straganów i innych atrakcji. Porównując te miejsca, dochodzimy do wniosku, że Ałuszta to był dobry wybór.

następna >