strona_5

< poprzednia

Aluszta - promenada

Aluszta - promenada

Kolejny dzień - wtorek spędzamy w Ałuszcie na plażowaniu i miejscowych rozrywkach m. in. odwiedzając wystawę zwierząt egzotycznych reklamowaną na każdym kroku. Wieczorem powracamy na nadmorską promenadę i dzieci robią trochę zakupów na straganach, głównie pamiątki. Korzystamy też z możliwości zrobienia sobie niecodziennych zdjęć w strojach z epoki napoleońskiej. Michał natomiast fotografuje się z totemem w tle jako Indianin z bliżej nieokreślonego plemienia.

W środę 25 czerwca celem naszego wyjazdu był Bakczysaraj (Бахчисарай) – miejsce znane z Sonetów Krymskich Mickiewicza. W Jałcie odbijamy z drogi M-18 na T-01-17 w kierunku Bakczysaraju. Droga wije się serpentynami pod górę, przez las. Takich serpentyn nie ma u nas. Nie widzieliśmy podobnych nawet w Bośni, która pod tym względem zrobiła na nas duże wrażenie. Chwilę przed osiągnięciem najwyższego punktu w okolicy (na mapie oznaczonego jako Охотничье) droga robi się bardzo wąska, do tego stopnia, że na zakrętach nie ma możliwości, aby minęły się dwa samochody. W pewnym momencie auto przed nami ostro hamuje, aby przepuścić dwa busy jadące z góry. Zatrzymujemy się za nim w ostatnim momencie, wciskając się pod murek odgradzający nas od przepaści. Tylko refleks i dobre hamulce ratują nas z opresji.

W drodze do Bakczysaraju

Na górze zatrzymujemy się na posiłek. Jest tu targowisko, gdzie głównie Tatarzy oferują przysmaki miejscowej kuchni i wino. Po wyjściu z samochodu od razu namierza nas właścicielka niewielkiego baru, u której zamawiamy szaszłyki i herbatę, a sami idziemy spenetrować okolicę. Kierujemy się w stronę punktu widokowego, przechodząc wzdłuż szpaleru straganów. Przy każdym z nich jesteśmy nagabywani przez sprzedawców do zakupu bądź miejscowych specjałów, bądź wina. Im dalej idziemy, tym sprzedający zachwalają swoje wino jako starsze, (co tez ma swoje odbicie w cenie) a wyroby jako lepsze i bardziej autentyczne. Wszędzie jesteśmy wręcz zmuszani do degustacji. Usiłuję się wymigać tym, że jestem kierowcą, ale handlarze nawet nie chcą słuchać i twierdzą, że to nie przeszkadza (Это не мешает...). Jeden ze sprzedawców pokazuje nam nawet swoją księgę pamiątkową z polskimi wpisami. Wszystkie te zabiegi marketingowe odnoszą w końcu sukces i kupujemy trochę wina dwóch gatunków. Wino jest zatankowane w butelki typu PET.

W drodze do Bakczysaraju

W drodze do Bakczysaraju

Z punktu widokowego roztacza się niezapomniana panorama na Morze Czarne, Jałtę i szczyt Aj-Peri (Ай-Петри) gdzie za parę dni wjedziemy kolejką linową. Schodząc w kierunku parkingu Ilona robi sobie zdjęcie na dromaderze a Michał wykupuje sobie za jedyne 10 UAH przejażdżkę na koniu. Pani, u której zamówiliśmy obiad daje już nam rozpaczliwe znaki, myśląc pewnie, że daliśmy się już nakarmić jej konkurencji. Szaszłyk jest O.K., ale muszę przyznać, że jak dotąd najlepszy jadłem u naszych górali na Gubałówce. Po posiłku ruszamy dalej. Teraz przez dłuższy czas zjeżdżamy w dół serpentynami podobnymi do tych, jakimi wspinaliśmy się w górę. Po którymś już zakręcie o 180º hamulce nagrzały się i zaczęły ćwierkać. Aż do samego podnóża gór droga wymaga napiętej uwagi.

Do Bakczysaraju docieramy bez przeszkód i zatrzymujemy się na strzeżonym parkingu jakieś 150 m przed pałacem Chanów Krymskich. Pałac zwiedzamy z dużym zainteresowaniem chodząc razem ze zorganizowaną grupą młodzieży z przewodniczką. Ja ze szczególną uwagą oglądam egzotyczny dla nas harem, niestety już bez jego mieszkanek.

Bakczysaraj - palac Chanow Krymskich

Bakczysaraj - palac Chanow Krymskich

W ogrodzie, za drobną opłatą - oczywiście, robimy sobie zdjęcie z parą królewskich pawi. Wycieczka, za którą podążaliśmy zakończyła zwiedzanie na dziedzińcu pałacu naprzeciw wejścia do meczetu. Jak ustaliłem meczet został wykupiony przez powracających tu Tatarów. Dziś pełni znowu rolę świątyni i jest ze zwiedzania wyłączony. Nie dałem jednak za wygraną. Będąc w ubiegłym roku w Czarnogórze, w Ulciniju widziałem kilka tego typu muzułmańskich świątyń, ale zabrakło mi odwagi, aby zobaczyć jak wyglądają od wewnątrz. Teraz postanowiłem naprawić ten błąd. Zauważyłem, że jedna z pracownic muzeum otwiera drzwi i zdejmując obuwie wchodzi do środka. Zaczekałem chwilę i gdy wychodziła spróbowałem przekonać ją, aby wpuściła mnie, choć na chwilę w celu zrobienia kilku ujęć kamerą. Nic z tego, nie dała się przekonać. Zdegustowany postanowiłem nagrać, co nieco przez okno. Złożyłem się do kamery a tu mężczyzna wykonujący jakieś prace (konserwatorskie chyba), pyta czy z daleka przyjechałem. Mówię, że z Polski. Odgadując moje myśli, pyta dalej czy chciałbym dostać się do środka i skręcić parę ujęć. Potwierdzam. Prosi abym zaczekał chwilę, po czym pojawia się z kluczami. Otwiera drzwi i prosząc abym zdjął obuwie, wpuszcza mnie do środka. Utrwalam na taśmie wygląd wnętrza meczetu. Wychodząc chcę w rewanżu dać jegomościowi parę hrywien. Ku mojemu zdziwieniu odmawia mówiąc, że jeśli mam ochotę wesprzeć renowację meczetu, mogę te pieniądze wrzucić do skarbonki, co też czynię.

Uspienskij Monastyr

Uspienskij Monastyr

Po wyjściu z pałacu pytam jakiegoś kierowcy, jak dotrzeć do skalnego miasta Czufut-Kale i Uspienskiego Monastyru. W odpowiedzi gość przedstawia mi stojącego opodal młodego człowieka – przewodnika po monastyrze. Krótka rozmowa dżentelmenów o pieniądzach i po chwili jedziemy razem z przewodnikiem w kierunku Uspienskiego Monastyru – prawosławnego klasztoru częściowo wykutego w skale. Przewodnik ma układy z obsługą parkingu pod klasztorem. Wszystkie opłaty reguluje z gaży, jaką mu wypłaciliśmy tj. 30,- UAH. Przejeżdżamy przez parking i samochód zostawiamy w miejscu, gdzie najdalej udało się nam dojechać. Widok monastyru przywodzi nam na myśl Ostrogskij Monastyr koło miejscowości Ostrog w Czarnogórze. Przed wejściem do kaplicy Ilona i Małgosia obowiązkowo muszą założyć na głowy chustki, aby zakryć włosy. Dla nieprzygotowanych turystek są chustki dyżurne. Po obejrzeniu monastyru wracamy do Bakczysaraju a nasz przewodnik poleca nam tatarską restaurację z daniami kuchni regionalnej, których nie omieszkaliśmy spróbować. Jeszcze tylko zakup pamiątek, w tym obowiązkowo tatarskich czapeczek i powrót do Ałuszty, tym razem inną drogą, już nie przez góry, ale przez Symferopol.

Massandra

Massandra

Następnego dnia zaplanowaliśmy udział w spektaklu w delfinarium w hotelu Jałta w Jałcie.

Przed spektaklem pojechaliśmy jeszcze zwiedzić Массандровский дворец, czyli pałac Cara Aleksandra III w Massandrze. Jest to obiekt w stylu Ludwika XIII położony 420 m n.p.m. Pełnił on rolę pałacyku myśliwskiego, podrzędną w stosunku do pałacu w Liwadii, letniej rezydencji Carów Rosji. Zwiedzanie odbywa się w dość dużych grupach tylko z przewodnikiem. Uroku temu miejscu dodaje pałacowy park.

Delfinarium w hotelu Jalta

Po obejrzeniu pałacu jedziemy szybko do delfinarium, bo już z chwilę zacznie się jeden z dwóch seansów jakie odbywają się w ciągu dnia. Jak na złość pada deszcz. Przestaje padać na pięć minut przed rozpoczęciem widowiska. Kupujemy bilety i wchodzimy. Warto było. Takiego czegoś jeszcze nie widzieliśmy (no, chyba w TV). Prawie cały seans uwieczniliśmy na taśmie video. Zaaferowani pokazem zrobiliśmy tylko jeno zdjęcie nie oddające w całości tego, co można było zobaczyć.

Gaspra - Jaskolcze gniazdo

Po pokazie jedziemy rzucić okiem na “Jaskółcze gniazdo” (Ласточкино гнездо) miniaturowy zameczek rodem z bajki, zbudowany w 1912 roku przez przemysłowca działającego w branży naftowej. Obecnie znajduje się tam restauracja. Do zameczku najlepiej dostać się wodą, od strony lądu dojazd jest prawie niemożliwy. Pozostaje tylko spacer z dość odległego parkingu lub wjazd na drogę oznakowaną zakazem ruchu. My zdecydowaliśmy się podziwiać to architektoniczne cacko z tarasu innej restauracji konsumując znakomite lody. W drodze powrotnej do Ałuszty urzekł nas widok gór na których grzbiecie osiadły białe, podświetlone chylącym się ku zachodowi słońcem, chmury, przypominające dekorację tortu z bitej śmietany. Zatrzymaliśmy się na moment, aby pstryknąć parę zdjęć, które jednak nie oddają w pełni tego widoku. Przy okazji zwróciliśmy uwagę na panujący tu obyczaj uwieczniania (chyba) swojego pobytu w tych stronach. Obok naszego samochodu zatrzymało się inne auto, z którego wysiadł ojciec z synem. Podeszli do konstrukcji z napisem “Ялта”, mężczyzna podsadził chłopca a ten zawiązał na szkielecie konstrukcji kolorową szmatkę. Dopiero teraz zauważyliśmy, że takich szmatek wiszą tam dziesiątki.

następna >