strona_6

< poprzednia

W piątek ogłaszamy dzień plażowy i w zasadzie cały dzień spędzamy w Ałuszcie na opalaniu, kąpieli i innych miejscowych atrakcjach.

Sudak

W sobotę udajemy się do Sudaku (Судак), głównie w celu zwiedzenia ruin genueńskiej twierdzy. Miejscami droga do Sudaku jest bardzo kręta, może nie tak jak ta do Bakczysaraju. Jedzie się jednak bezpieczniej, droga nie prowadzi przez las, co powoduje lepszą widoczność. Ruch niewielki, bardzo rzadko mijamy inne samochody. Po dotarciu do Sudaku przejeżdżamy przez miasto i niepotrzebnie parkujemy samochód na strzeżonym parkingu przy końcu zabudowań. Trzeba było pojechać jeszcze kilkaset metrów a znaleźlibyśmy się pod samą bramą twierdzy.

Sudak

Sudak

Widząc twierdzę cały czas postanawiamy dotrzeć do niej pieszo, na skróty. Po drodze zatrzymujemy się na drugie śniadanie w spożywczym kiosku. Siedząc pod słonecznym parasolem i pochłaniając czeburieki obserwujemy jak obok nas na prostym i do tego wąskim odcinku drogi kierowca autobusu urządził sobie pętlę. Sam pojazd stanowił dla nas nie lada ciekawostkę mimo, że widywaliśmy takie “łunochody” już wcześniej i to często. Teraz mogliśmy się mu przyjrzeć dokładniej. Zjawisko to zbudowane na podwoziu znanej u nas, (ale rzadko już oglądanej) ciężarówki marki ZIŁ (ЗІЛ). Zaokrąglony tył, bardzo wysokie podwozie, małe okienka, kilka butli z gazem umieszczonych pod blaszaną osłoną na dachu i bieżnik ogumienia spotykany raczej w ciągnikach rolniczych, to cechy, które od razu wpadły nam w oko. Jak wspomniałem, kierowca właśnie wykonywał manewr zawracania. Robił to całym swoim jestestwem, kręcił kierownicą, zapierając się chyba nogami o ściany i dach pojazdu. Dalekosiężny promień skrętu zmusił nawet sprzedawcę orzeszków, aby poderwał swój stolik z towarem i uciekł kilka kroków do tyłu w obawie przed unicestwieniem lub z chęci pomocy człowiekowi tak ciężko pracującemu, jakim był w tej chwili kierowca autobusu.

Sudak

Sudak

Zdawało się nam wtedy, że pojazd taki jest szczytem (a w zasadzie dnem) komunikacji zbiorowej, jaki będzie nam dany oglądać. Nic bardziej błędnego! Wracając z Sudaku widzieliśmy ciekawsze rozwiązanie. Ciężarówka z przymocowaną do “paki” drabinką a na “pace” proste ławki bez oparć. Ten “klimatyzowany” pojazd zatrzymywał się na przystankach i raz po raz kogoś zabierał lub wysadzał. Szok! Posiliwszy się nieco dotarliśmy do bram twierdzy. Panorama, jaka roztacza się z jej górnej części na Sudak i morze jest godna zobaczenia. Aby dotrzeć na “widokowy taras” należy wyjść za mury twierdzy bramą położoną od strony morza.

Sudak

Sudak

W tym miejscu właśnie stoi przedsiębiorczy starszy człowiek, wypożyczający różnego rodzaju kostiumy, w których można się fotografować na tle starożytnych murów. Są tam różnego rodzaju akcesoria rycerskie, gustowny strój kata w krwistoczerwonym kolorze i nawet habit mnicha. Obok punktu widokowego jest niewielka ekspozycja (wstęp za opłatą) prezentująca różnego rodzaju narzędzia i urządzenia do... wymuszania zeznań. Fantazja i pomysłowość ludzka w tym zakresie nie ma granic. Co bardziej skomplikowane urządzenia są wyposażone w instrukcję obsługi a w razie wątpliwości “kustosz” tego przybytku odziany w szkocką spódniczkę chętnie wszystko objaśni i pokaże. Powodzeniem cieszą się zdjęcia w przeróżnych pozach np. w uścisku “żelaznej dziewicy”. Oglądając te eksponaty powraca myśl z gabinetu figur woskowych, czy aby zainteresowanie tą tematyką nie jest cechą narodową tubylców. Kustosz odgaduje nasze myśli i spieszy z wyjaśnieniem, że wszystkie te gadżety to wynalazki mieszkańców Europy zachodniej skonstruowane i wyprodukowane już w średniowieczu głównie na potrzeby Świętej Inkwizycji. Wychodząc z twierdzy robimy sobie zdjęcie na tle murów obronnych, które potem oglądający je mylili z chińskim murem. U wrót twierdzy jest sympatyczna kawiarenka, w której zamawiamy lody i kawę. W Sudaku jemy obiad i robimy trochę zakupów w tutejszych sklepach. I to już koniec programu na dzisiaj.

Aluszta - na plazy

W niedzielę znowu dzień na plażowanie i miejscowe atrakcje. Wieczorem, wybieramy się w rejs wycieczkowym stateczkiem wzdłuż wybrzeża w kierunku Jałty. Statek płynie dość wolno a w tym czasie przewodniczka (nie jestem pewien czy nie jej głos utrwalony na taśmie) szczegółowo opowiada o tym, co w danej chwili mijamy. Na wysokości góry Aju-Dach (Аю-Даг, ra Niedźwiedź) stateczek robi zwrot w kierunku Ałuszty, dokąd wracamy już po zmroku. Jeszcze tylko kolacja, spacer nadmorską promenadą i spać.

następna >